Kinomaniaczki

Byłyśmy dziś w kinie. Same! Na „Tajemnicy Westerplatte”.

Przygotowania do wyjścia zaczęłam jeszcze wczoraj wieczorem: naszykowałam ubranka, spakowałam pieluchy na zmianę, rozplanowałam pory karmień obu panien i wyliczyłam, co o której godzinie muszę dziś zrobić, żeby zdążyć na seans. W rezultacie miałyśmy tylko 5 minut obsuwy, czyli wyszłyśmy z domu o 11.35. (To zasługa głównie tego, że Ela nie zrobiła tuż przed wyjściem kupy, a Wiki była zmęczona – nie miała porannej drzemki – więc nie uciekała zbyt energicznie przy ubieraniu).

Początek był super… Czytaj dalej…

Czas apokalipsy

Wyjechała babcia, więc w naszym małym pampkowo-smoczkowym świecie nastał czas zagłady.

Początkowo dzień upływał nam dość sielankowo, ale po południu nadciągnęły czarne chmury. Ela miała kłopot z zaśnięciem. Właśnie w momencie, gdy uznała, że jest już zdecydowanie zbyt zmęczona, by samodzielnie zasypiać, obudziła się Wiki z popołudniowej drzemki. Obudziła z płaczem. Zostawiłam więc marudzącą Elę i pobiegłam uspokoić Wiki. Utuliłam, otarłam łzy, nawet doszłyśmy do jako takiego uśmiechu – z Wiki na rękach przybiegłam więc do salonu. Ela już szalała na całego. Postawiłam Wiki na ziemi i wzięłam Elę na ręce. Uspokoiła się nieco, za to Wiki – w ryk i szloch. Uspokoiłam nieco Elę, odłożyłam do łóżeczka i przytuliłam Wiki. Uspokoiłam nieco Wiki, odstawiłam, wzięłam Elę…

(Podsumowując ten etap popołudnia/wieczoru: albo wyła Ela, albo wyła Wiki, albo wyły obie).

Sytuacja wymagała użycia nadzwyczajnych środków. Czytaj więcej…

Sie pierze, sie pierze, sie pierze…

Wiktoria znów ząbkuje. Pojawił się ząbek nr 9, a w blokach startowych są już trzy kolejne. W związku z tym zauważalnie zwiększyła się liczba zabrudzanych bodziaków. Bo:
- od dekoltu do pępka są one ciągle mokre od lejącej się strumieniami śliny,
- przy nogawkach są non stop zabrudzane przez kupy bomby lub pryki podpuchy (kupa bomba – kupa z impetem, od którego odskakują falbanki przy pampkach, więc zawartość pieluchy może swobodnie wychynąć na nogawki; pryki podpuchy – pryki udające kupy bomby, ale różniące się od nich ilością materiału toksycznego – w pryku podpusze jest ona śladowa; przyp. red.),
- na rękawkach i brzuszku zwiększyła się ilość plam po obiadach i deserach (ząbki swędzą przy jedzeniu, więc Wikul częstokroć marudzi ).

Wygenerowanie PEŁNEJ pralki prania zajmuje dziewczynkom noc i pół dnia.

U-waga!

Z doniesień z ostatniej chwili: panna Elżbieta, ważona w przychodni na okoliczność licznych szczepień, osiągnęła niebagatelną wagę 5230g. Co prawda Wikul w analogicznym okresie ważył 5400g, ale i tak mogę powiedzieć: „Słuszną linię przyjęła nasza władza”.

MM

Ela przeszła na MM. Do niebywałych zalet tego rozwiązania należy zaliczyć m.in. poniższe fakty:
- mogłam umyć Wiki włosy i uszy,
- miałam czas, żeby zjeść obiad (jeszcze nie tyle czasu, żeby go ugotować, ale… Czytaj dalej…

Baju-baju o śniadaniu

Godzina 10:30. Dziewczynki nakarmione (po wielokroć), przewinięte i skore do zabawy (niestety), ja – głodna, marząca o toalecie i skora do snu. Żeby wilk był syty i owce zabawione, postanowiłam zabrać je obie do kuchni i zrobić sobie śniadanie. Wpakowałam Elę w fotelik samochodowy, przywiązałam do pałąka kolorowego kraba, żeby dziecię miało na czym oko zawiesić i zaprosiłam latorośle do kuchni. I się zaczęło… Czytaj dalej…

Integracja

Po zachwytach karuzelą dziewczynki przeszły na wyższy poziom wspólnej, że tak powiem, zabawy. Wiki wyszukuje w skrzyni z zabawkami swoje stare grzechotki i kluczyli gryzaki, przynosi je Eli i, w wersji light, kładzie jej na brzuszku lub próbuje położyć na dłoni, w wersji mrożącej krew w żyłach – macha nimi przed Eli oczami i wypuszcza zabawkę nad Eli głową…

Jeszcze trochę i będę miała refleks jak Maggajwer…