Dzieciolubność mamy w genach

Zaroiło się wkoło od „ciężarówek” niczym na parkingu przy autostradzie. A i bocian lata po bliższych i dalszych znajomych jak kot z pęcherzem. Cóż, wiek reprodukcyjny w pełnej krasie.

Dziewczynki lubią niemowlaki. Wiki chyba nawet bardzo lubi – widać odebranie w trzynastym miesiącu życia statusu jedynaczki nie odcisnęło się piętnem na jej życiu. Gdy odwiedziła nas ciocia Ula z pięciomiesięcznym synkiem, Wikul nie dość, że przyniósł Kacprowi wielką stertę grzechotek i gryzaków, to jeszcze starał się wkładać mu je do rączki. Były też próby pojenia butelką i asysta przy zmianie pieluchy. Choć wizyta miała miejsce ze 2 tygodnie temu, do dziś po kilka razy dziennie słyszę, że diduś Kaki leżał na dywanie, diduś Kaki spał na naszym łóżku, diduś Kaki siedział w Wikulowym krzesełku…

Dziś zawiozłyśmy urodzinowy prezent Marcinkowi, kandydatowi na męża dla dziewczynek*. Gdy Wiki zobaczyła Marcinka mamę, zaczęła dopytywać, czemu ta ma duży brzuch. Ciocia A. będzie mieć dzidziusia – wyjaśniłam. A Titi ogogo diduś – odparła natychmiast moja dzieciolubna córeńka. No tak, Wiki będzie oglądać dziudziusia.

Jakiś czas temu powiedziałam jej, że ciocia B. także „będzie mieć dzidziusia”. Wiki zapytała wówczas:
- A my?
- A my nie**.

Się rozbestwiła! Myśli, że będzie dostawać nową siostrę na każde Boże Narodzenie?

 

* Nie zostało ustalone, która z królowych zaszczyci Marcina swoją ręką. Co prawda podczas pierwszego potkania Wiki rzuciła się na M., obściskała go i zacałowała, ale potem jej uczucia wyraźnie oziębły. Na próżno Marcin przynosił na każde spotkanie kwiaty, na próżno podczas spacerów łapał Wiki za rękę, na próżno dawał jej kosiarki i traktory. Królowa W. pozostała obojętna. Tymczasem te wzgardzone kwiatki zaczęła przechwycać Elunia. Marcin szybko się zorientował, że choć starsza siostra odwraca od niego oblicze, to młodsza chętnie podaje mu stópki do łaskotania i posyła promienne uśmiechy. Co wydarzy się wiosną, gdy dzieci uwolnią się z okowów wózków? Czy w Wikulu, wraz z budzącą się do życia naturą, odżyją dawne sentymenty? Czy też w rolę Marcinkowej towarzyszki życia dziarsko wcieli się Elunia?

** Choć oczywiście już mi się śnią po nocach moje nowe dzieci… I tak sporo wytrzymałam! Po narodzinach Wikulka po trzech miesiącach poczułam nieodparte pragnienie powiększenia rodziny. Teraz wytrzymałam aż jedenaście!

By wilk był syty i owca cała…

Siedzimy w kuchni. Dziewczynki w krzesełkach. Ela przed chwilą zjadła zupę, Wiki właśnie je. Za pięć minut zacznie się sjesta, więc panny już kapryśne i zmęczone. Zwłaszcza Ela marudzi na potęgę…

- Aaa, aaa, były sobie kotki dwa… – intonuję, żeby ją trochę uspokoić.
- Nie! – protestuje Wikulek, który chce ostatnie chwile obiadu spędzić na rozmowie o kosiarce do trawy – Tu! – wskazuje na nią w oglądanej książce.
- Tu jest kosiarka – mówię.
- Uuuuuu! – wyje Ela.
- Aaa, aaa, były sobie kotki… – zaczynam jeszcze raz.
- Tuuu! – woła od razu Wikul, dźgając paluchem kosiarę.
- Aaa, aaa, była sobie ko-siar-ka. Aaa,aaa, szarobura, szarobura ko-siar-ka. Ach, śpij, bo właśnie, kosiarka ziewa i za chwilę zaśnie. A gdy rano przyjdzie świt, to kosiarce będzie wstyd, że zasnęła, a nie ty. Dobra, a teraz do łóżek – zarządzam, wycierając panienkom pomidorówkę z policzków.

Opiekunka do dziecka

Czasem korzystam z pomocy niani. Jej niebywałą zaletą jest to, że świadczy swoje usługi za darmo. Poza tym jest zawsze w pobliżu, ma mnóstwo wolnego czasu i dość dobrze dogaduje się z małymi dziećmi – umie mówić ich językiem.

Ale jest też niebywały minus – trzeba niani stale patrzeć na ręce, bo bywa niezgrabna, nieuważna, gwałtowna. Czasem wyleje jej się sok z kubeczka, czasem zbyt gwałtownie wyciąga z małej rączki szczoteczkę do zębów, czasem zbyt pochopnie próbuje rozszerzać dietę tzw. niemowlęcia…

Zważywszy jednak na fakt, że moja niania dopiero co skończyła dwa latka, nie powinnam narzekać.

Gdy na spacerze proszę Wiktorię, by popilnowała Eli, bo ja muszę wejść do sklepu i zrobić zakupy, Wikulek kładzie siostrze dłoń na brzuszku i pozostaje w tej pozycji aż do mojego powrotu. Pilnowanie siostry w domu polega na podejściu do niej i położeniu jej ręki na główce. I stoją sobie tak, jedna przy drugiej, obie z uśmiechami na twarzach.

Podczas porannej toalety podaje Eli szczoteczkę do zębów i pilnuje, by mała cały czas trzymała w pyszczku jej właściwy koniec. Przeważnie w którymś momencie sama łapie Elusiową szczoteczkę i szoruje siostrze zęby.

Zawsze zanim napije się wody z kubka, idzie z nim do Eli i poi siostrę. Dziewczynki zwykle piją systemem zmianowym: Trzy łyki Elunia, trzy łyki Wikulek, trzy łyki Elunia, trzy łyki Wikulek. Kubeczek mają wspólny, bo nawet jeśli naszykuję im trunki w osobnych szklanicach, najpierw razem opróżnią jedną, a dopiero potem wezmą się za drugą.

Gdy Elunia pije mleko, Wiki podaje jej wszystkie swoje przytulanki: Kłapouszka, Kubusia, Tygryska, nawet ukochanego Prosiaczka, Liska Śmierdzioszka, dwa psy, kota, myszkę, jeżyka… Ela i butka z mlekiem giną pod stertą maskotek. Kilka dni temu, gdy weszłam rano do sypialni, zastałam całe to pluszowe towarzystwo rozproszone na dywanie. „Wikulku, dlaczego porozrzucałaś cysiulki?” – zapytałam. „Do Ela. Ela ma!” – wyjaśniła mała altruistka. „Chciałaś wrzucić pluszaki do Eli łóżeczka? Ela, masz?” „Ta”.

Zabawkami dzieli się także później, w ciągu dnia. A gdy bardzo chce się czymś pobawić sama, najpierw przynosi Eluni jakieś zabawki podpuchy, a dopiero potem wyrywa siostrze upragniony artefakt.

Często odłamuje małe kęsy od swoich ciastek, bułek, jabłek i wkłada je do Elusiowego pyszczka. Gdy Ela budzi się z drzemki, Wiki wyciąga jej z buzi smoka. Czesze siostrze włosy zdecydowanie częściej niż ja. Gdy mała się przewróci lub uderzy, mówię: „Kochanie, pociesz Elunię, bo zrobiła sobie kuku. Daj jej buziaka i pogłaszcz ją po główce”. I Wiki biegnie do Lusinki, całuje ją i mizia po włosach. Gdy Ela wieczorem zaczyna marudzić, Wiktoria z troską oznajmia: „Ela nono blabla. Bobo”. „Tak, kochanie, Eli rosną nowe ząbki i ją to boli”. Przed wyjściem na spacer stara się założyć małej chustkę pod szyję, czapkę na głowę i botki na stopy. A gdy jej mówię, że wyrosła już z jakiegoś ubrania, butów, kurtki, od razu przenosi akt własności na młodszą siostrę i próbuje jej to ubrać…

Projekt „Rodzeństwo” idzie pełną parą. Trzynaście i pół miesiąca to idealna różnica wieku.

Inter-torturo-akcje

- Nie wolno tak! To boli. Robisz krzywdę siostrze – gromiłam starszą córkę. Młodsza, zamiast poprzeć moje słowa czynem i pokazać, jakie straszne ma kuku, śmiała się w najlepsze…

Dziewczynki znów bawiły się w kata i ofiarę. Tym razem w rolę oprawcy wcielił się Wikulek, ale muszę przyznać, że wymieniają się stanowiskami dość sprawiedliwie. Jednego dnia Ela non stop ciągnie Wiki za włosy, drugiego Wiktoria popycha Elunię, następnego Ela gryzie Wikulka w pięty. Dziś doskonaliły technikę wyrywania języka.

Klękały przy skrzyni z zabawkami – jedna z jednej strony, druga z drugiej. Opierały się o jej pokrywę, Elunia szeroko otwierała pyszczek, a Wiki wpychała  do niego rękę – prawie po nadgarstek. Ela krztusiła się, dławiła, purpurowiała na twarzy, z oczu leciały jej łzy. Wikul wyciągał rękę, a wówczas Elunia wybuchała głośnym śmiechem i ponownie otwierała pyszczek… I tak w kółko.

Zgromiłam je raz, zgromiłam drugi i trzeci. Za czwartym razem zawlokłam dzieciarnię do kuchni i zaordynowałam kolację.

A nie dalej jak wczoraj znajoma pytała mnie, czy między dziewczynkami są już jakieś interakcje. Cóż. Są.