Czy mama pocałuje pana?

Leżałyśmy na łóżku w sypialni. Dziewczynki odbierały popołudniową porcję całusów. Za nami były już trzy buziakowe serie: buziaki w szyjki, buziaki w brzuszki i buziaki w oczka. Aktualnie zacałowywałam Elusiowy nosek i szykowałam się do ataku na Wikulowy podbródek. Najpierw jednak kurtuazyjnie zapytałam:

- Wikulku, chcesz buziaka w bródkę?
- Neee – odparła Panna Przekora i natychmiast wysunęła do przodu szczenę. Obcałowałam więc Wikula i zaczęłam zbierać się z łóżka. Ale Wiktoria jeszcze nie chciała kończyć zabawy – Ela! – gromko zakrzyknęła.
- Co, Ela? Mam dać Eli jeszcze jednego buziaka?
- Taa!
- Dobrze – odparłam i niezwłocznie wykonałam rozkaz. – A teraz dać buziaka Wikulkowi?
- Taaa! – odparła Wiki i udała, że chce mi uciec. Dopadłam ją w mgnieniu oka, wycałowałam po piętach i ponownie zaczęłam zbierać się z łóżka.
- Ela!
- Jeszcze jednego buziaka mam dać Eli?
- Taaa!
- A Wiki też?
- Neee. Tata!
- Mam pocałować tatę?
- Taa!
- Ale tata jest teraz w pracy. Dam mu buziaka, gdy wróci wieczorem do domu.
Wiki chwilę podumała, po czym, nie spuszczając ze mnie ani na sekundę wzroku zapytała – Pam?
- Pan? Jaki pan?
- Pam?
- Chodzi ci o pana, który montował fotelik samochodowy?
- Taa. Pam?
- Nie, pan nie dostanie buziaka.
- Pam nee. Ela, Titi, Tata. Pam nee.

Aleee o so chozi?

***

Podczas ubierania w sypialni.

- Ti!
- Ti? Co ti?
- Tam!
- W salonie?
- Ta. Ti! Mama!
- Mama?
- Ti! Mama! Pa pa pa!
- Chodzi ci o „Świnki trzy”?
- Ahaaaa!
- Aha, świnki trzy poszły w świat i mama im zrobiła pa pa pa.
- Budu.
- Świnki budowały?
- Dom.
- Świnki budowały sobie domy.
- I. Mo.
- I most? Świnki budowały most?
- Ahaaaa!

I Wiktoria poczłapała do salonu, bawić się Lego.

***

Przy układance.

- Kuka.
- Kuka? Co znaczy kuka?
- Kuku.
- Ale co kuku? O które kuku ci chodzi?
- Tata.
- Tata?
- Fu fu. Tata. Kuku. Fu fu.
- Kupa, kochanie?
- Ahaaa!

Pampek był czysty. Taki żarcik Wikul zaserwował…

***

Objaśnienia.

1. Ahaaa mówi Wikul. To słowo-klucz oznaczające, że odgadłam, co młoda rozmówczyni ma na myśli. Po takim „Ahaaa” możemy przejść do kolejnego etapu rozmowy…

2. Co łączy tatę z fu fu i kupą? Otóż przy zmianie zafajdanego pampka ukochany chłop chowa nos w dekolt T-shirta i pomrukuje „fuu!”. Wikul próbuje to naśladować, ale ma zbyt dopasowane bodziaki i nie daje rady naciągnąć materiału na nosek. Ogranicza się więc do naśladownictwa akustycznego.

***

A od dwóch tygodni bezskutecznie staram się odkryć, co znaczy „bla bla”. Najpierw typowałam herbatę. Potem biedronkę. Dziś myślałam, że to może jabłko. Ale neeee. Zgadywanka trwa dalej.

Ding dong

Generalnie bywa u nas mało gości. Dzwonek domofonu oznacza najczęściej listonosza (rano), dostawę jedzenia (po południu) lub wracającego do domu ukochanego chłopa (wieczorem). Dlatego też gdy Wikul słyszy, że ktoś dzwoni, przeważnie woła radośnie „Tata! Tata!”, a ja potwierdzam: „Tak, kochanie, tatuś wraca z pracy/ ze sklepu”.

Dziś wieczorem miał nas odwiedzić wujek Jaś, by wraz z ukochanym chłopem powalczyć trochę przy X-boksie. Ukochany chłop właśnie wkładał Wikula do łóżeczka, gdy zadzwonił domofon. „Tata, tata!” – zakrzyknęła od razu Wiki.

Jeżyk i zdarta płyta

Oglądamy książkę o Kubusiu Puchatku. Książka jest z gatunku „z bajerem” – ma ruchome elementy: coś się pojawia, coś się chowa, coś się przesuwa. No bajer taki.

Na jednej ze stron bajerem jest jeżyk, którego można przesuwać w lewo i prawo. Wikul męczy więc tego jeżyka, a przy okazji i mnie – pytaniami.

- Tu?

- Tu jest jeżyk.

- Tata?

- Co ma tata do jeżyka? Tata nie jest jeżykiem – odpowiadam, nieco skołowana, o cóż może memu dziecięciu chodzić.

- Tata nee. Mama? – Wiki drąży temat.

- Mama też nie jest jeżykiem – idę w zaparte, ale Wikul również…

- Mama nee. Ti? – pyta, celując paluszkiem we własną pierś.

- Wiki? Wiki też nie jest jeżykiem.

- Titi nee. E-la?

- Ela też nie jest jeżykiem – mówię zdecydowanie.

- Nee – równie zdecydowanie potwierdza Wikulek, po czym milknie na chwilę, ale na jej obliczu wyraźnie widać skomplikowane procesy myślowe.

- Tata? – pyta po chwili.

- Nie, tata nie jest jeżykiem.

- Nee. Mama?

- Nie, mama nie jest jeżykiem.

- Nee. Titi?

- Wiki nie jest jeżykiem.

- Nee.

- Tata nie jest jeżykiem, mama nie jest jeżykiem, Wiki nie jest jeżykiem i Ela też nie jest jeżykiem. Jeżyk to jeżyk.

Chwila konsternacji.

- Neeee.

 

 

Tatomania trwa

Przyszły buciki. Wikul rozpakował pudełko, wyjął zawartość, obejrzał nowe buty i dołączone gratisy, po czym schował wszystko do pudła i nawet nie chciał słyszeć o tym, że mamy coś przymierzać, sprawdzać, zakładać… Za to po chwili paradował po domu w sandałach taty.

- O, Wikulku, widzisz, tatuś ma sandały i ty masz sandały – chytrze zauważyłam.

- Tata? – zapytał zaskoczony Wikulek.

- Tak kochanie. Tata ma czarne sandały, a ty masz białe, ale i to, i to są sandałki. Masz takie same buty jak tatuś. O, zobacz! – i to zaczęła się analiza porównawcza zapięć, podeszwy, kształtu, fasonu, zapiętka…

- Ti ti ti ti ti! [czyt. To jest takie same!] – zakrzyknął zachwycony Wikul. – Tata! Ti ti ti ti ti!

I tak oto od wczoraj Wiki chce cały czas chodzić w nowych butach – w domu. Bo po dworze woli biegać boso.