Królowe się starzeją

- Ktoś w ogóle czyta ten twój blog? – zapytał ukochany chłop.
- Ja go czytam…
- Ktoś jeszcze?
- Mam nadzieję, że ty.
- A poza mną i tobą?
- Nie wiem. Wątpię. Raczej nie… Jeszcze nikomu nie powiedziałam, że piszę.
- To może powiedz?
- To może powiem.

Wykopałam w piachu niewielki dół… Czytaj więcej…

Sylwester z dwójką (dzieci)

W 2011. poszliśmy na imprezę do znajomych. Siedmiotygodniowy Wikulek zamelinował się w sypialni gospodarzy i grzecznie przespał nasze sylwestrowe szaleństwa.

O godzinie 23. zatankowałam śpiocha mlekiem i zostawiłam pod czułą opieką Morfeusza. Wiki nie obudziła się nawet przy armatnich salwach, które rozbrzmiały na dworze wraz z wybiciem północy. Czytaj dalej…

Co łączy drugą siostrę Kopciuszka z Achillesem?

Czyściłam zafajdany zadek starszej królowej, podczas gdy sama zainteresowana z precyzją badacza anatoma oglądała swoje stopy. Najpierw zmacała i zliczyła paluszki („Da, da, da” czyt. „Dwa, dwa, dwa”), potem z przestrzeni między nimi wydłubała kłaczki, na koniec wycelowała wskazujący paluch w koniec lewej stopy:

- Tu? – zapytała rzeczowo.
- To jest pięta.
- Tu? – Wiki podstawiła mi pod nos prawą nogę.
- To jest druga pięta.
- Da!
- Tak, masz dwie pięty.
- Mama?
- Mama też ma dwie pięty.
- Ha ha ha! Tata?
- Tata też ma dwie pięty.
- Ela?
- Ela też ma dwie pięty.
- Łiłi?
- Wujek też ma dwie pięty.
- Toto?
- Ciocia też ma dwie pięty.
- Dididi?
- Ciocia Ida też ma dwie pięty.
- Baba?
- Babcia też ma dwie pięty.
[Chwila namysłu... Gdyby bohaterka była starsza, na jej czole uwidoczniłaby się zmarszczka, świadcząca jednoznacznie, jak skomplikowany proces myślowy zachodzi właśnie w głowie bohaterki. Ponieważ jednak bohaterka jest niewiekowa, a co za tym idzie, ma skórę do granic możliwości napakowaną kolagenem, żadna zmarszczka jej się zrobić nie może. Zamiast zmarszczki wystąpiło więc zapatrzone w dal, pełne skupienia spojrzenie].
- Kok? – zapytał po namyśle Wikulek*.
- Kot ma cztery pięty.
- Da?
- Nie dwie. Cztery. Kot ma cztery pięty, bo ma cztery łapy.

W napięciu czekałam na kolejne pytanie – o ilość pięt u psa. Musiałabym wtedy powiedzieć, że pies ma trzy pięty, bo ma trzy łapy**. To by chyba nieco zaburzyło Wikulkowi proces kategoryzacji, a mnie wyprowadziło na meandry wyjaśnień. Na szczęście Wiki wielkodusznie ucięła temat.

 

* A zapytał o kota, bo zapytał o ciocię Idę i babcię. Pamiętacie formułkę, którą Wiki wygłaszała po wyjeździe babuli Ewuli? Że babcia pojechała do domu, do kota, psa i cioci Idy? Więc otóż Wiki powtarza to zdanie codziennie od dwóch tygodni. Każdego dnia po wielokroć. Pretekstem do wygłoszenia tej prawdy mogą być słowa: dom, kot, pies, babcia, ciocia, jechać, autobus, powiedziane przez kogokolwiek w dość dowolnym kontekście.

** A pies ma trzy łapy, bo dawno, dawno temu łapa nr 4 została rozsmarowana (niestety w znaczeniu absolutnie dosłownym) na asfalcie osiedlowej uliczki przez przypadkowego szalonego kierowcę. Alternatywą dla rozsmarowanej łapy mógł być rozsmarowany cały pies lub też rozsmarowana ciocia Ida.

Chrzciny (notka dla wzrokowców)

Wbrew memu czarnowidztwu, nie zapomnieliśmy o szatce i świecy.

A oto panna Wiktoria, pokładająca się na klęczniku.

Gdyby Ktoś się zastanawiał, co mówi to spojrzenie… „Kupa!”

Recykling w wersji galowej – buciki po Wikulowym Chrzcie pasowały na Elunię nawet lepiej, niż na pierwszą właścicielkę.

Czy te oczy mogą kłamać? Jeszcze nie.

Dzień świ… matki

Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Osiem lat podstawówki, cztery liceum, potem pięć bite studiów, dyplom z wyróżnieniem, awans zawodowy, podyplomówka, kursy, szkolenia, drugi zawód. Wojaże wzdłuż i wszerz kontynentu. Flamenco, salsa i bachata. Hiszpański u native speakerów. Książki czytane na tony…

I pomyśleć, że moim największym pragnieniem jest obecnie możliwość robienia siku bez asysty dzieci.

Tak po prostu wejść do łazienki, zamknąć drzwi i nie słyszeć za nimi dzikiego darcia, że ach, mamo, wpuść nas natychmiast. Nie burczeć co 3 sekundy o ręcznik wrzucany do wanny, szczoteczki do zębów strącane za pralkę, wywlekane z szafki wałki do włosów. Nie ostrzegać, że uwaga na głowę, Ela, zaraz się uderzysz i nie ruszaj kranu Wikulku, to gorące, mówiłam nie ruszaj kranu, natychmiast zakręć wodę, słyszysz, wodę zakręć w tej chwili. I zostaw, nie dotykaj, odłóż, nie rzucaj, odejdź stamtąd, nie podchodź tam, uważaj. I zostaw papier – ja jeszcze siedzę. Nie wrzucaj papieru, gdy ja jeszcze siedzę. Nie, nie spuszczaj jeszcze wody. Mówiłam, nie spuszczaj wody… Uważaj na Elę, UWAŻAJ na Elę. Ela, a ty nie jedz tego. Wiki, nie jedz mydła. Natychmiast zostaw to mydło. I nie bierz teraz rąk do oczu. Wychodzimy, dziewczyny. Już, raz raz. Ela, wychodzimy. Wiki, ty też wychodzisz. Ela, po co żeś tam znów wlazła? Wiki, ja wyniosę Elę…

Zimno ma rację. Kiedy stajemy się matkami, umieramy*.

 

* „Projekt matka” M. Łukowiak, Warszawa, 2013, s. 323.

Geny i środowisko

Wydawać by się mogło P.T. Czytelnikom, że Wikulek w swej motoryzacyjnej pasji, stale pielęgnowanej i rozwijanej, dość jest odosobniony. Że matula po łokcie upaprana zagniatanym ciastem, mała siostrzyczka skoncentrowana na niemowlęcych swych dylematach, a Wikul, bida taka, sama jedna autobusów przy okienku wypatruje i ryku silników nasłuchuje.

A to nie jest tak. Wiki z tymi samochodami, motorami i traktorami sroce spod ogona nie wyskoczyła. O nie, nie. To wszystko wina genów i środowiska.

Ciocia Ida na ten przykład miała w dziecięctwie sporą kolekcję aut miniaturek. Dwadzieścia ich było? Trzydzieści? Nie pomnę. W każdym razie dużo jak na trzyletniego krasnala płci żeńskiej. Zawsze podbierałam jej żółte Lamborghini Diablo…

Elunia, słodkie nasze dziewczę, również praktykuje podkradanie siostrze zabawek. Dziś na pół dnia objęła w posiadanie Wikulowy traktor.

A ja? Cóż, w dniu moich drugich urodzin stoczyłam z bratem krwawy bój o pewien motor.

Geny i środowisko. Powiadam Wam, geny i środowisko.