Lima

Lima – stolica i największe miasto Peru, położone na wysokości 110 m nad poziomem morza (choć w tym wypadku powinniśmy raczej mówić o poziomie oceanu), zajmuje powierzchnię 804,3 km². W 1985 roku liczba ludności Limy wynosiła 5 008 000, dwadzieścia lat później, w 2005 roku, limian było już 6.867.951, a po kolejnych dwóch latach aż 7 605 742 (Przyrost ten stolica zawdzięcza głównie migracji ludności, nie zaś fantastycznej polityce prorodzinnej). Klimat łagodny. Średnie temperatury dzienne wynoszą od 12 do 20°C zimą i od 19 do 29°C latem. Lima to także świadek romansu Ciotki Julii i skryby*.

Lima – liczba mnoga rzeczownika pospolitego limo; nazwa potoczna, określająca siniec po okiem powstały w wyniku uderzenia. Lima mogą być skutkiem na przykład nagłego kontaktu z plastikowym kontenerem na klocki Lego (jak u panny Wiktorii) lub edukacyjnym domkiem z pozytywkami (jak u panny Elżbiety). Zazwyczaj są niegroźne i znikają samoistnie po kilku dniach. Jeśli jednak:

  • zdobią policzki wszystkich posiadanych dzieci (w tym wypadku dwojga),
  • przyjmują barwę sino-fioletową,
  • ma się za ścianą szwedo-norweskich sąsiadów
lepiej zakładać dzieciom na spacery kapelusze. Z dużymi rondami.

 

* Ciotka Julia i skryba Mario Vargas Llosa

Królowa Destrukcja

Elunia rozpoczęła realizację projektu o kryptonimie „Samozniszczenie” – wpada na meble, kanty, krawędzie, rozbija się na lewo i prawo, kolekcjonuje siniaki i szramy. Szczególnie w tych działaniach upodobała sobie nasze łóżko. Podraczkowuje do niego i rąbie się w czoło, brodę, nos, policzki… Po wczorajszym takim tête-à-tête przez pół dnia widniała jej pod lewym okiem ognista pręga.

Oczywiście każde stłuczenie jest suto okraszone płaczem. To dla mnie pewna nowość. Wikul był pod tym względem twardzielem. Do pierwszego roku życia rozpaczliwe ryki zdarzyły się pierworodnej dwa. Raz – gdy rozcięła dziąsła o stolik do TV. Była pierwsza krew, były moje roztrzęsione ręce, było rozpaczliwe sprawdzanie, czy ząbki całe… Drugi alarm również był krwawy, choć już nie pamiętam, czym i o co wtedy Wiki uderzyła. Przy innych zmaganiach z grawitacją i kanciastością świata Wiktoria nie uważała za stosowne reagować wysokim altem.

Za to Elunia… cóż, może w przyszłości będzie pracować jako płaczka. Praktykę ma już znakomitą. W dodatku jest w swej niedoli niesłychanie przekonująca. Po dzisiejszym porannym zderzeniu z naszym łóżkiem rozpłakała się tak bardzo, minkę zrobiła tak nieszczęsną, a łzy wypuściła tak olbrzymie, że Wikulek, widząc to, także rozpaczliwie zaniósł się płaczem. „Ela, Ela kuku! Ela kuku!” – wołała przez łzy załamana Wiktoria. A ja tuliłam do matczynej mej piersi dwie roztrzęsione dziewoje, powtarzając (głównie sobie): „Spokojnie, cichutko, spokojnie”.