Królowych babka i napięty plan działania

W związku z czterodniową wizytą baby Eły, sporządziłam listę spraw do nadgonienia. Żeby nadganianie poszło mi sprawnie, podzieliłam całe TO DO na cztery kategorie.

1. Zrobić koniecznie, absolutnie i choćby nie wiem co.
2. Wskazane – lepiej tego nie odkładać na później.
3. Jeśli się nie uda, świat się nie zawali, ale byłoby miło, gdyby.
4. Ewentualnie, jeśli starczy czasu.

W szczegółach wygląda to tak… Czytaj więcej…

Kości zostały rzucone

Najpierw głucho stuknęły o kuchenny stół, potem zadudniły w zlewie, na koniec chlupnęły w garze. Nadworna kucharka serwuje jutro rosół z mućki.

Ani chybi królowe przechodzą jakiś niebotyczny skok wzrostu. Nie znajduję innego wytłumaczenia dla ich wilczych apetytów, nękających nas od około tygodnia. Bo czyż możliwe, by był to wynik dwugodzinnych spacerów, które uprawiamy w mrozy, śniegi i deszcze niespokojne? Albo skutek ubocznych Bioaronu C, dolewanego cichaczem do mleka?

System „4 posiłki każdego dnia” poszedł w odstawkę. Teraz mamy nowy system – „44 posiłki każdego dnia. Nie licząc przekąsek”. W jego realizacji przoduje Elunia, ale i Wikul nie pozostaje daleko w tyle. Czytaj dalej…

Czerwone jabłuszko przekrojone na krzyż. Czemu ty matulu krzywo na mnie patrzysz?

Jabłko upada na kuchenną podłogę. Nie z łoskotem. Przecież obrane i ponadgryzane. Z plaskiem upada. Udaję, że nie zauważyłam.

- O! – mówi Wikul, wskazując na jabłkowe truchło. To tyle mojego udawania…
- Wiki, nie wolno rzucać jedzenia na podłogę – podnoszę rozpadający się kawałek i odkładam na kuchenny blat.
- Titi to! Am am!
- Chcesz jeszcze jeść jabłko?
- Ta – odpowiada. Ja podaję, ona gryzie. Resztę natychmiast… Czytaj dalej…