Ten dzień!

Stało się, Mili Państwo. Królowa Elżbieta (miłościwie nam panująca, ma się rozumieć) zrobiła swoje tzw. „pierwsze” kroczki. Było ich w sumie dziewięć, w trzech seriach po trzy susy.

Przy serii pierwszej jeszcze nie byłam pewna, czy mi się nie przewidziało. Ale gdy kilka sekund później wyczyn został powtórzony, a po kwadransie Elunia jeszcze raz zaprezentowała swoje nowe umiejętności, poleciałam otwierać szampana*.

A jeszcze rano marudziłam: „Elu, ile jeszcze będziesz tak raczkować? Może ci wystarczy? Nudne to takie. Ze trzy miesiące już przecież raczkujesz. Nie masz ochoty na kolejny etap?”

Marudziłam pod nosem, nie to, że tak wprost do dziecięcia. Ale najwyraźniej Ela wyłapuje także przekazy podnosowe.

Wieczorem relacjonowałam Elusiowe wyczyny ukochanemu chłopu. „Ale co to zmienia” – zapytał rzeczowo – „poza tym, że nie będzie przycinać sobie paluszków na dole drzwi, tylko z boku?” „No wiesz!” – obruszyłam się. – „Dużo zmienia. Będzie mieć wyżej głowę, czyli trudniej będzie Wikulowi trafić w nią klockiem. Ale za to łatwiej będzie się Elę przewracać…” Innymi słowy – jedne atrakcje znikną, inne się pojawią.

Dziś od rana Elunia zawzięcie ćwiczy chodzenie. Pamiętacie tę scenę z Epoki Lodowcowej, w której ludzkie dziecko idzie chwiejnym krokiem do taty? Raz, dwa, trzy i bam! w ramiona rodzica. Tak wygląda dziś nasz dzień. Raz, dwa, trzy i… bam! Raz, dwa, trzy i…bam! Raz, dwa, trzy i…bam! Elżbieta puszy się przy tym jak paw.

 

* Metaforycznie. Mocno metaforycznie. W rzeczywistości poleciałam do kuchni wyrzucić zapaskudzonego pampka. Ale przecież nie mogę napisać: „Gdy moje dziecko zrobiło pierwsze kroczki, euforycznie krążyłam po domu z zafajdaną pieluchą”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>